guess who’s back, back again

Odkąd zaczęłam być z Rafałem prawie przestałam pisać. Nie wiem dlaczego. Może nie chce wiedzieć, dlaczego.

Ale ostatnio często wracam myślami do piętnastoletniej i szesnastoletniej siebie. Kiedy trochę inaczej myślałam o wszystkim. Byłam tak wspaniale naiwna. Byłam pewna, że kiedyś w życiu będzie łatwiej. Byłam pewna, że gdy będę miała 21 lat, będę już wiedziała wszystko. Na pewno, że będę miała poukładane życie. Na pewno, że nie będę mieszkała już z rodzicami. Że będę miała nad wszystkim kontrolę, kiedy w rzeczywistości miałam jej wtedy więcej niż teraz. Wydawało mi się, że kontrola nad swoim czasem i pieniędzmi to wszystko, czego potrzebuję.

Chyba najbardziej boli mnie, że wcale nie zrobiło się łatwiej i że z czasem będzie tylko trudniej. Za parę lat będę wracała myślami to tego okresu i zazdrościła sobie, jak łatwo miałam. Tak ja zazdroszczę 15-letniej Ewelinie, jak łatwo miała.

Szkoła chroni Cię przed całym światem. Szkoła chroni Cię przed odpowiedzialnością za siebie, swoją przyszłością, swój byt. Szkoła chroni Cie przed rzeczywistością, przed minimalną pensją krajową, przed tym, jak świat jest niesprawiedliwy. W szkole mogłam pomyśleć sobie, że to niesprawiedliwe, że ktoś dostał wyższą ocenę i ma drogie buty, teraz myślę sobie, że to niesprawiedliwe, że ktoś dostał od rodziców mieszkanie i nie będzie musiał martwić się nigdy w życiu o 30-letni kredyt.

Z drugiej strony, oczywiście, jak miałam 15 lat, byłam zajebiście nieszczęśliwa. Dużo bardziej niż teraz. Teraz właściwie… chyba jestem szczęśliwa. Chyba. Trudno powiedzieć w tym morzu niespełnionych oczekiwań wobec siebie i innych oraz pragnień, które zawsze będę mnie otaczały nie ważne jak będę się cieszyła swoim życiem.

6 lat temu nie byłam szczęśliwa. Przecież wystarczy przeczytać, wszystko jest tutaj napisane. Jesienią i zimą 2010 roku byłam w bardzo ciemnym miejscu. Jedyne, co powstrzymywało mnie przed poważnym myśleniu o samobójstwie to nadzieja. Ta nadzieja, że kiedyś będzie lepiej, że to niemożliwe, żebym była tak nieszczęśliwa przez całe życie.

Co by się stało gdyby nie ta nadzieja? Praktycznie nie rozmawiałam wtedy ze swoimi rodzicami, wściekła cały czas na nich, że nie ułatwiają mi i tak trudnego okresu, i oni wściekli na mnie, że tak się zmieniłam, że nie jestem taka sama jak gdy miałam 10 lat, że zamykam się w swoim pokoju i mam ich całkowicie w dupie. Nauczyciele nie wchodzili w ogóle w grę. Nawet o nich nie pomyślałam przez sekundę. To banda ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy. Nawet jeśli lubili ją na początku, system szybko zgasił ich entuzjazm.

Pocieszenia szukałam w moich przyjaciółkach, które były wtedy bezużyteczne. Nie ma co ich winić, same miały 15 lat i swoje rozterki i nie miały pojęcia, jak postępować ze swoją załamaną koleżanką. Skąd niby miały wiedzieć? Nikt wtedy o tym nie mówił.

Dopiero parę lat po tym wszystkim zaczęło się mówić głośno o zdrowiu psychicznym. Że jest taka choroba jak depresja i leczy się ją jak każdą inną chorobę. Tumblr stał się rajem dla smutnych nastolatek, krzycząc z każdej strony, że to normalne, jak się czują.

Szkoda, że nie było tak w 2010 roku. Potrzebowałam tego, żeby ktoś, ktokolwiek, powiedział, napisał mi: to jest w porządku. To jak się czujesz. To minie. I nie jesteś sama, takich dziewczyn jak Ty są tysiące, miliony na całym świecie. To normalne, że czujesz do siebie taki wstręt, że nie możesz patrzeć na siebie w lustrze, że masz czasami ochotę zedrzeć z siebie skórę. To normalne, że masz wrażenie, że nie pasujesz już do swoich rówieśników. To normalne, że pewne rzeczy nie sprawiają Ci już radości.

Gdybym spotkała 15-letnią siebie to bym jej powiedziała. I do tego: dziewczyno, masz PCO. Wszystko, czego w sobie nie lubisz jest wynikiem choroby a nie Twoją winą. Na większość twoich kompleksów jest jakaś rada. Do reszty się przyzwyczaisz albo nawet zapomnisz. Twój chłopak będzie miał to i tak w dupie. Będzie całował Cię po Twojej bliźnie i mówił Ci, że jesteś piękna.

Chciałabym też dorwać siebie gdy miałam 16 lat i powiedzieć sobie: zerwij z Mateuszem. Już nie będzie lepiej. Zrywając z nim nie stracisz żadnych cudownych chwil spędzonych razem. Przynajmniej nie takich, które by były warte całego cierpienia. Zerwij z nim dużo szybciej niż faktycznie miałaś zamiar to zrobić. Dobrze zrobiłaś, że zaczęłaś z nim być. Dobrze, że pozwoliłaś mu pocałować się po raz pierwszy i zabrać na pierwsze randki i poczuć pierwsze motyle w brzuchu. To były cudowne chwile, na które zasłużyłaś, ale teraz już bycie z nim przyniesie Ci tylko morze łez i rozczarowań, nic więcej. Więc gdy tylko zacznie Cię traktować źle, zerwij z nim. Nie bój się, że sobie nie dasz bez niego rady, bo dasz. Nie bój się, co myślą inni. Nie bój się, że wróci to jak się czułaś rok wcześniej, bo już nigdy nie wróci. Nie bój się, że zostaniesz sama, bo nie zostaniesz. Nie tym razem. I nie bój się, że nie przestaniesz go kochać, bo przestaniesz.

Chociaż, to prawda, na zawsze zostanie w Twoim sercu. Może gdybyś właśnie zerwała z nim wcześniej, nie wrył by się w nie tak bardzo.

Gdy w końcu zerwałam z Mateuszem, myślałam, że cały proces „odkochowywania się” jest dosyć prosty: masz w swoim sercu ranę, która prędzej czy później się goi i za jakiś czas, też szybciej lub nie, jakaś inna osoba wskakuje w to samo miejsce. I albo znowu zadaje Ci ranę, albo zostaje w nim do końca.

Otóż nie. Nosisz ranę w sercu, która powoli się goi i jest powoli spychana przez inne sprawy w twoim życiu – ale nigdy całkowicie nie znika. A gdy zakochujesz się po raz kolejny, ktoś dostaje zupełnie inny kawałek w twoim sercu.

To zabrzmi głupio, ale nie spodziewałam się tego. Myślałam, że Rafał dostanie ten sam kawałek co dostał Mateusz, ale tak się nie stało. A co jeżeli Mateusz dostał lepszy, tylko dlatego, że był pierwszy?

Praktycznie go teraz nie widuję. Podobno przytył i nie robi nic ciekawego ze swoim życiem. Rok temu, kiedy akurat kończyła się sesja zimowa, widziałam go na stacji jakieś 4 dni pod rząd. To było bardzo dziwne, szczególnie biorąc pod uwagę, że znajdowałam się na niej o różnych porach dnia. Ale za każdym razem go widziałam. Ostatniego dnia gdy schodziłam na dół na perony i zobaczyłam jego plecy przed automatem biletowym stanęłam na środku schodów nie wierząc co widzę.

Przeszłam obok niego i nic nie powiedziałam, chociaż on pewnie mnie wtedy zauważył. Mówimy sobie cześć tylko gdy idziemy na przeciwko siebie, składamy sobie formalne życzenia urodzinowe na facebooku i lajkujemy zdjęcia na których pokazujemy światu swoje nowe niebieskie włosy.

Siedziałam na bardzo nudnym wykładzie i stwierdziłam, że już tak dłużej nie mogę, więc przefarbowałam sobie włosy na niebiesko, okej? To była jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam odkąd skończyłam liceum. Może moje życie jest bardziej skomplikowane i trudne niż było 6 lat temu, ale przynajmniej wychodzę na imprezy kiedy chce, kupuje sobie alkohol kiedy chce, i farbuje włosy na nie do końca akceptowany przez społeczeństwo kolor kiedy chce.

Napisałam ten post w nadziei, że jednak wrócę do pisania. Jak nie tu, to gdziekolwiek indziej.

1 Komentarz

  1. a ja mam nadzieję, że wrócisz do pisania właśnie tu, bo to miejsce bardzo kojarzy mi się z moimi nastoletnimi czasami (z ogólnego rozrachunku wynikło mi, że jesteś starsza ode mnie chyba o rok :P). pamiętam jak cię odwiedzałam codziennie, jak chciałam mieć taki pamiętnik jak twój :D

    to fakt. teraz młodsze pokolenia mają bardzo ułatwione życie. wszelkie depresje, fobie, strach nie są już tak spychane na margines; młodzi są traktowani poważniej. i też czasami wyobrażam sobie jakby to było wrócić do szczenięcych lat, spotkać siebie, ogarnąć siebie, dać może po gębie i wytłumaczyć: „SŁUCHAJ, LASKA, PIE*DOL ICH WSZYSTKICH”, ale w gruncie rzeczy, czy to by mnie coś nauczyło? przynajmniej jest co wspominać i wiem, jakiego gó*na unikać :)

    trzymaj się cieplutko, pozdrawiam ciebie i twoje niebieskie włosy. pisz częściej, a jak zmieniasz miejsce to napisz :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.